Paweł zaczynał w 2009 roku, jako przedsiębiorca, który chciał zbudować biuro. Klienci przychodzili z portali, zapytania wpadały na maile. Pewnego wieczoru spróbował policzyć, ile z nich zamieniło się w transakcje. Nie dało się. Wyszło za to, że na portale poszło 250 tysięcy złotych, a poleceń prawie nie było.
Krystian przyszedł z trzecioligowego boiska. Trzydzieści telefonów dziennie i pół roku bez wyników, potem 6–10 transakcji miesięcznie. Dziś jest współwłaścicielem biura i deweloperem.
Z tych dwóch dróg powstał system: każdy kontakt zapisany, każde spotkanie z wynikiem, każda oferta z terminem follow-upu. Ten system jest w Samuraju.


